Najpiękniejsze kobiety

Przybliżamy zabawne historie związane z Pieszą Pielgrzymką Wrocławską i ks. Stanisławem "Orzechem" Orzechowskim. Jest ich na pewno bardzo wiele, dlatego chcemy was zachęcić, byście się nimi podzieli.

Tradycja pielgrzymkowych koncertów przetrwała do dziś.

Przypominamy, że możecie się dzielić również swoimi wspomnieniami z Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej. Piszcie na wroclaw@gosc.pl.

Przeczytajcie wspomnienie ks. Aleksandra Radeckiego opublikowane w książce pt. "Radość w codzienności 2"

Chcąc ubogacić program „rekolekcji w drodze”, jakie przeżywają wrocławscy pielgrzymi na szlaku ku Jasnej Górze, zaprosiłem do Oleśnicy znany w Polsce franciszkański zespół „Fioretti”. Znając możliwości tych grających i śpiewających kleryków z krakowskiego klasztoru, wiedziałem, że będą oni w stanie „porwać” pielgrzymów pięknem proponowanej im modlitwy i świadectwem radosnego realizowania zakonnego powołania.

I tak się rzeczywiście stało. Pątnicy, którzy przyszli na wieczorny „Apel Jasnogórski” do kościoła p.w. Matki Bożej Miłosierdzia, otrzymali przepiękny, duchowy dar, który też z wdzięcznością przyjęli.

Główny przewodnik pielgrzymki, legendarny już za życia “Orzech”, nie chciał wyręczać zebranych w ich obowiązku wyrażenia wdzięczności wobec kleryckiego zespołu, tym bardziej że do tej postawy wciąż pielgrzymów wychowywał, przypominając, że „nic się nam nie należy!”. Gdy zatem stanął na zakończenie nabożeństwa przy mikrofonie, polecił, by „przybyły do ołtarza najpiękniejsze kobiety i... zrobiły, co do nich należy”.

W tym momencie zadrżałem, gdyż w mej wyobraźni powstały natychmiast trzy przerażające wizje:

1. Kobiety (a było ich w świątyni co najmniej 2000) na pewno wszczną burzliwą „debatę”, której celem będzie wyłonienie tych najpiękniejszych (a przecież chyba każda z nich za taką się będzie uważała), zatem „zadyma” murowana!

2. Co zrobią te najpiękniejsze kobiety, gdy już dojdą do ołtarza? Klerycy byli bardzo, bardzo przystojni i bardzo muzykalni... Nie jestem (na szczęście!) kobietą, ale przypuszczałem, że one zaczną kleryków we franciszkańskich habitach spontanicznie całować (zakonników było 8), a wtedy... marny ich (= zakonników, oczywiście) los – i to raczej już nie w duchownym stanie (o ile w ogóle przeżyją taką nieoczekiwaną „próbę” w świętym miejscu).

3. Scena końcowa: ojciec rektor franciszkańskiego seminarium wzywa mnie do królewskiego Krakowa, gdzie czeka już na mnie gotowy wyrok (wszak ja wziąłem odpowiedzialność za losy zespołu) oraz kat ze stosownym pieńkiem i siekierą, który ów wyrok (po stokroć słuszny) wykona na oczach tłumu, ku przestrodze dla innych...

Ta moja straszna wizja trwała na szczęście niedługo, bo oto w świątyni powstał ruch i z tłumu wyłoniły się niewątpliwie najpiękniejsze kobiety w liczbie 8, z kwiatami w rękach i rzeczywiście zabrały się do ściskania i całowania muzycznie uzdolnionych młodzieńców! Wywołało to powszechny aplauz i entuzjazm, wyrażony przede wszystkim w spontanicznych, rzęsistych oklaskach. Ja zaś zobaczyłem w praktyce życia Kościoła lokalnego ten szczególny wyraz „geniuszu kobiecego” (jak to pięknie określa Ojciec Święty Jan Paweł II): te najpiękniejsze kobiety, które „zrobiły, co do nich należało” (czyli ściśle według zaleceń głównego przewodnika pielgrzymki) miały po... 4 – 6 lat!

Pozostała mi jednak wraz z tym wspomnieniem następująca wątpliwość: co dalej robić z taką wyobraźnią?

 

Na wesoło

SKLEP GOŚCIA POLECA

Najnowsze